Mogielica przełomowa – relacja Bogusi

Mogielica – przełomowa !!!

W połowie mniej więcej maja a szczegółowo w weekend 17- tego na 18- tego maja wybraliśmy się w Beskid Wyspowy zdobyć Mogielicę 1171 m.n.p.m.

Ten weekend dla mnie i dla kilku osób z Wrocławia zaczął się bardzo wcześnie. Zostałam przydzielona przez Kajfę naszą szefową 🙂 do grupy kilku osób jadących PolskimBusem, Który odjeżdżał z PKS-u do Krakowa o 5 rano czyli chcąc nie chcąc a dla mnie bardziej chcąc musieliśmy bardzo wcześnie wstać. Mój dzień zaczął się o 3:55 czego nie żałuję 🙂 Zbiórkę mieliśmy o 4:45 na peronie PolskiegoBusa. Razem ze mną jechała Destina, Dorota, i Tadeusz miał jechać jeszcze Marian ale nie dojechał. Dowodziła nami Destina. Wyruszyliśmy do Krakowa. W Krakowie dołączyłam do auta Ewy a reszta naszej PolskoBusowej grupy przesiadła się do autobusy PKS-su, który jechał do Mszany Dolnej gdzie było docelowe miejsce zbiórki wszystkich osób zjeżdżających się z różnych stron Polski.
W Mszanie kiedy wszyscy już byliśmy razem po odprawie ruszyliśmy dalej w stronę Mogielicy do Przełęczy Rydza Śmigłego. Tam zostawiliśmy auta i już na nogach szliśmy dalej. Pogoda nie zachwycała już w Krakowie padał deszcz a Mszanie nie padał tylko lał ale przecież nas nic nie przestraszy szliśmy z uśmiechami na twarzach . Choć jak zobaczyłam jak po samym szlaku spływa mini Wisła w dól a my mamy iść po niej obok niej pod górę mając w pamięci moje bliskie spotkanie z pewnym strumykiem w górach Izerskich i moją zdolność do częstych upadków miałam małego stracha ale nie dałam tego po sobie poznać. Od czasu kiedy zaczęłam jeździć na koniach z moją równowagą jest lepiej więc miałam nadzieję, że będzie dobrze.A było bardzo dobrze!!! Zdarzało mi się potykać czasem zawahać ale ani razu się nie przewróciłam. Jest moc!! Z czasem kiedy wspinaliśmy się coraz wyżej deszcz przestawał padać. Wszyscy byliśmy bardzo dzielni bo nie łatwo jest iść pod górę po błocie gdzie wszystko się pod nogami rusza bo jest mokre i śliskie. Oprócz błota, deszczu mijaliśmy na szlaku kilka zwalonych drzew, które też musieliśmy pokonać by iść dalej nie zawsze dało się je obejść bo był gęsty las. Trzeba było pod drzewem przechodzić lub nad drzewem to też nie było łatwe. Wszystkim udało się dojść na szczyt 🙂 Gratuluje!! Ale fajnie !!!
Po posileniu się po gromkich brawach i pamiątkowych zdjęciach zaczęliśmy schodzić w dół. Podzieliliśmy się na małe grupki jak to zawsze bywa. Schodząc w dół trzymałam się Basi z przewodnikiem zawsze raźniej zwłaszcza z takim fajnym:) A owce wcale mnie się nie bały. Nawet z jedną z nich prowadziłam poważną dyskusję choć z przykrością stwierdzam, że nie mam pojęcia czego ona dotyczyła gdyż obcy jest mi język owczy ale odpowiadała na moje beczenie 🙂 Jak byłam już na dole wyszło słońce 🙂 🙂 Wszyscy doszli do aut.Choć był moment grozy trzymający w napięciu ponieważ jedna z grupek na chwilę zboczyła ze szlaku i lekko zgubiła się ale przy pomocy tych nie zgubionych udało jej się odnaleźć. Po dotarciu wszystkich do aut na Przełęczy wpakowaliśmy się szybko do aut i udaliśmy się w stronę Kasinki Małej do miejsca naszego noclegu w Bazie Szkoleniowo-Wypoczynkowej. Gdy dotarliśmy do Kasinki zostawiliśmy samochody na parkingu gdyż do bazy trzeba było jeszcze dojść na piechotę spory kawałek. Na całe szczęście z ośrodka zjechał do nas i po nasze plecaki pan fajnym starym chyba ruskiej produkcji autem terenowym dla którego żadna droga nie stanowi problemu 🙂 Kilka osób też się do niego zmieściło i do bazy autem a nie na nogach jak cała reszta. Chcąc nie Chcąc a tym razem bardziej nie chcąc znalazłam się w tym aucie i mam nowe doświadczenie życiowe na koncie 🙂 🙂
Kiedy wszyscy doszli i ulokowali się po pokojach udaliśmy się na kolację. Chociaż nie miałam wykupionego posiłku i miałam własny udało mi się zjeść gołąbka Dobre były. Po kolacji udaliśmy się znów do pokoi by odpocząć umyć się i co tam kto chce. aa i rozliczyć się z Kajfą. Więcej na atrakcji nie było bo była późna pora. Ja dosyć szybko poszłam spać nie wiem jak reszta.

Niedziela przywitała nas słoneczną pogodą. Razem z Kajfą Dorotą i Maćkiem zeszliśmy do aut i pojechaliśmy na Mszę Św. Po Mszy wróciliśmy do bazy na śniadanie i pakowanie. Szybko musieliśmy się zbierać bo przynajmniej grupa PolskiegoBusa odjeżdżała z Krakowa chwilę po 12-tej a jeszcze trzeba było dojechać do tego Krakowa. Więc jak nasze bagaże zjechały z powrotem do aut i wszyscy zeszli po podziękowaniach uściskach uśmiechach i pożegnaniach popakowaliśmy się do aut i ruszyliśmy w drogę do domów. My grupa Polskiego Busa dzięki Maćkowi dotarliśmy na dworzec w Mszanie Dolej stamtąd ruszyliśmy PKS-em do Krakowa a z Krakowa do Wrocławia.

Dziękuję Wszystkim za ten wspaniały wypad w góry. To był dla mnie naprawdę wyjątkowy wyjazd. Przełomowy.
Do zobaczenia na KOLEJNYM.

Bogucha

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

6 + 19 =