Turbacz – relacja Agaty

Relacja z wyprawy górskiej na Turbacz

Kilka lat temu połknęłam bakcyla górskich wojaży i od tamtej pory korzystam z wszystkich okazji do górskich wędrówek. Dlatego też, gdy usłyszałam od koleżanki, że nasz kolega wybiera się w góry bardzo chciałam się dołączyć. Po rozmowie z nim dowiedziałam się, że jest to jedna z wypraw organizowana w ramach projektu Niepełnosprawni w Górach – Razem na Szczyty. Słyszałam już kiedyś o tym, ale niestety tak się składało, że nie mogłam wziąć udziału. Tym razem jednak udało się. Pojechałam i przeżyłam wspaniałą przygodę.
Po długiej podróży w piątek wieczorem 24 lipca wraz z koleżanką dotarłyśmy do Lubomierza na pole namiotowe. Poznałyśmy pierwszych uczestników wspólnej wyprawy na Turbacz. Chwilę posiedziałyśmy z nimi przy ognisku i poszłyśmy spać, żeby wypocząć przed górską wędrówką. Pierwszy raz spałam pod namiotem i muszę przyznać, że było to niezapomniane przeżycie.
W sobotę rano dojechali do nas pozostali uczestnicy wyprawy. Wzięły w niej udział 42 osoby, wśród których byli wolontariusze i osoby z rozmaitymi niepełnosprawnościami ruchowymi i sensorycznymi. Po zjedzeniu śniadania, złożeniu namiotów i bagaży w samochodach, byliśmy gotowi do wędrówki. Niektórzy podjechali samochodami do Papieżówki, a reszta grupy dołączyła do nich pieszo. Stamtąd już razem wyruszyliśmy niebieskim szlakiem na zdobycie jednego ze szczytów Korony Gór Polski. Szlak był długi, lecz łagodny, częściowo kamienisty lub trawiasty. Podczas wędrówki poznałam sympatycznych, przyjaznych ludzi. W trakcie wędrowania rozmawiałam z innymi, jak również była to bardzo dobra okazja do wyciszenia się i wsłuchania w odgłosy przyrody. W tej eskapadzie towarzyszyły nam Bazyl i Rocho – czworonożni przyjaciele. Przez chwilę miałam przyjemność poprowadzić Rocha. Oba pieski były bardzo grzeczne, a zarazem żywiołowe. Po drodze były robione również krótsze i dłuższe postoje na zregenerowanie sił. Chłodziliśmy się w zimnej wodzie przepływającego strumyka przed gorącymi promieniami słońca. Później niestety pogoda uległa pogorszeniu i nie wszyscy zdążyli dojść do schroniska przed burzą, gdzie większość dotarła około 16.00. Po zakwaterowaniu mieliśmy jeszcze czas na odpoczynek przed obiadokolacją. W tym czasie znalazło się kilka wytrwałych osób, które jeszcze tego dnia postanowili wyjść na Turbacz. Pozostali natomiast odpoczywali w schronisku.
Wieczorem spotkaliśmy się na zewnątrz, aby zintegrować się. W trakcie tego spotkania mogliśmy lepiej poznać pozostałych uczestników, a także każdy z nas mógł podzielić się refleksją dotyczącą zorganizowanej wyprawy. Następnie Aneta Bąk (tłumacz-przewodnik Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym) zaprosiła wszystkich chętnych na krótkie spotkanie, podczas którego poinformowała nas o istnieniu TPG, zaprezentowała alfabet Lorma, którym posługują się osoby głuchoniewidome, a także opowiedziała o jego twórcy i funkcjonowaniu osób z tą niepełnosprawnością. Grzegorz Jakubiec (przewodniczący rady klubowej TPG) opowiedział o swoim doświadczeniu i życiu z perspektywy osoby głuchoniewidomej. Po zakończonym spotkaniu udaliśmy się jeszcze na zewnątrz, by przy ognisku trochę pośpiewać i porozmawiać.
Następnego dnia w niedzielę 26 lipca wstaliśmy wcześnie rano i ruszyliśmy na zdobycie szczytu. Tym razem niestety pogoda nas zawiodła. Było zimno, a z nieba padał deszcz. Jednak każdy dzielnie wszedł na szczyt tym samym osiągając cel wędrówki. Nasza obecność została oczywiście obowiązkowo uwieczniona na grupowym zdjęciu. Na szczycie czekała na nas jeszcze niespodzianka w postaci imieninowych cukierków od Ani (jedna z uczestniczek). Po zejściu z wierzchołka Turbacza i zjedzeniu śniadania ruszyliśmy w drogę powrotną. Deszcz przestał padać, a słońce przebijało się przez chmury. Około 13.30 doszliśmy do miejsca, z którego wyruszyliśmy poprzedniego dnia. Część osób odpoczywała, inni (wśród nich także ja) pośpieszyli na przystanek autobusowy.
Cieszę się bardzo, że mogłam wziąć udział w tym górskim wędrowaniu i dziękuję bardzo Anetce z Lublina i Madzi z Wrocławia za to, iż były moimi przewodnikami oraz organizatorom. Poznałam wielu niesamowitych ludzi, pełnych energii, wytrwałości i z poczuciem humoru. Była to moja pierwsza wyprawa z tą grupą w góry i z pewnością nie ostatnia.
Do zobaczenia na kolejnym szlaku!

Agata Ziobrowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

15 − twelve =