Z wizytą na dworze boga Radhosta

Wyjazd za granicę wiąże się zawsze z dodatkowymi wyzwaniami. Jednak nam, jako grupie ludzi zdeterminowanych do tego by przełamywać bariery, również te coraz mniej widoczne bariery granic państwowych nie stanowią większego problemu. Zwłaszcza, że u naszych sąsiadów odkryć można prawdziwe skarby. Za cel naszej kolejnej wyprawy obraliśmy sobie owiany legendą o kulcie słowiańskiego bóstwa dostojny szczyt Radhost (1129 m) w czeskim Beskidzie Śląsko-Morawskim.

 Wędrówkę do górskiego bastionu boga Radhosta rozpoczęliśmy w sobotnie południe. Podejście było raczej mozolne niż ciężkie i dało się znacznie skrócić przez podjechanie autobusem na przełęcz Pustevny. Większość z nas zdecydowała się jednak na wariant całkowicie pieszy.

 Trzygodzinny trud podejścia pod statuę słowiańskiego bóstwa wynagrodziła nam znajdująca się pod pomnikiem budka sprzedająca orzeźwiające napoje oraz piernikowe smakołykami z pobliskiego Sztramberka. Również sam bóg Radhost przychylnym okiem spojrzał na śmiałków, którzy odważyli się wspiąć się do jego górskiej krainy i pozwolił nam cieszyć się piękną pogodą i widokami, kiedy szeroką i równą drogą maszerowaliśmy dalej na najwyższy wierzchołek masywu.

 Czerwcowe dni są długie i pozwalają na bezpieczne wędrowanie do późna, jednak było już po zachodzie słońca gdy dotarliśmy z powrotem na nasz kemping. Noc czerwcowa przy rozgwieżdżonym niebie okazała się być dość chłodną, nie zniechęciło to jednak większości z nas do spędzenia przynajmniej kilku chwil przy wspólnym ognisku, które uprzyjemniło nam czas do późnych godzin dobrze po północy. Szumiąca tuż przy naszych chatkach i namiocie rzeka Beczwa ukołysała nas do zasłużonego snu.

 Niedziela przywitała nas jeszcze cieplejszą i słoneczniejszą pogodą niż poprzedniego dnia, co zachęciło nas by nie wracać od razu do domów, ale zgodnie z planem odwiedzić jeszcze słynny skansen w pobliskim Rožnowie. Oczywiście zwiedzenie w jeden dzień całości tak wielkiego obszaru nie było możliwe, zwłaszcza gdy próbuje się poznawać wszystkimi zmysłami znajdujące się w nim obiekty. Po zapoznaniu się z częścią zabudowań Drewnianego Miasteczka, uczestnicy wyjazdu powoli zaczęli zbierać się do drogi powrotnej.

 Niezbyt duża odległość od granicy i długi dzień pozwoliły jednak większości z nas na odwiedzenie jeszcze miejscowej restauracji i posilenie się przed drogą specjałami lokalnej kuchni. Liczymy, że wspólne odkrywanie pięknego kraju naszych południowych sąsiadów uda się z powodzeniem kontynuować.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

pięć × dwa =