Śpiewająca relacja Asi

 

tekst: Joanna Maćków

Zabiorę Cię właśnie tam gdzie wolniej płynie czas.
Niepełnosprawni w górach – Razem na szczyty
Biskupia Kopa, 30.06-01.07
889m.n.p.m.

W skrócie:
Wspaniali, wytrwali, niesamowici ludzie + górski szlak, szum lasu, śpiew ptaków + piękna, słoneczna pogoda + mnóstwo radości, śmiechu, życzliwości = cudownie spędzony czas, masa pozytywnych emocji i pięknych wspomnień!

Dla wytrwałych:

Kto chce, ten niechaj słucha, Kto nie chce, niech nie słucha, Jak balsam są dla ucha górskie opowieści. A wystarczy tylko wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet, byle tylko dojechać do Jarnołtówka na czas. A potem iść, ciągle iść w stronę słońca, w górę, w poszukiwaniu przygód i nie martw się, co będzie potem, bo koko koko będzie spoko ;p.
Taki duży, taki mały może z nami iść, taki gruby, taki chudy może z nami iść. Więc weź plecak, to nic, że ciężki i załóż koszule w kratę. W rajdowych szarych spodniach idź na spotkanie z latem. A gdy już docieramy na miejsce to: idzie dysc, idzie dysc, idzie sikawica, ale dziwny jest ten świat, wszystko się zmienia wszystko wiruje i nagle słońce świeci nad nami, rozgrzewa nasze blade ciała promieniami. Maszerują wszyscy, maszerują, dzielnie pokonują każdy metr.
Szumi las wokół nas, słychać ptaków śpiew, naszą przyjaźń przyniósł czas w wakacyjny dzień. Drogą pylista drogą polną jak kolorowa panny krajka, lato się toczy ku stodołom, my zdobywamy szczyt. Hej ho hej ho do góry by się szło, a ktoś na niebie owce wypasa hej! Ach jak przyjemnie, gdy szumi szumi las, nic już nie męczy nas. Jak dobrze nam zdobywać góry i młodą piersią chłonąć wiatr. Prężnymi stopy deptać chmury i palce ranić o szczyt Biskupiej Kopy. Na szczycie trzysta w skali Kelvina. Wdrapiemy się na wieżę – wierzę, wierzę, wierzę… Choć mało siły każdy chce tam wejść, byle się tylko znaleźć w pozaziemskiej sferze. Gdzie szczyty gór, gdzie pośród chmur można się z Bogiem samym oko w oko zmierzyć.
A wieczorem płonie ognisko i szumią knieje, wszyscy w koło siedzą i zajadają kiełbaski. Płyną czarne opowieści, cichą, letnią nocą. Tylko echo gdzieś szeleści i gwiazdy migocą. Późno już, otwiera się noc, sen podchodzi do drzwi na palcach jak kot. Nadchodzi czas, aby iść spać, gdy kolejny mój dzień wspomnieniem się stał. Nareszcie świt zastąpił noc, powietrze świeże, jak po burzy. Więc, po, co chowasz twarz pod koc, dzisiejszy dzień się nie powtórzy. Wstawaj, szkoda dnia! Niestety, już czas do domu, czas, już wołają nas! Zróbmy przyjacielskie koło, zaśpiewajmy pieśń wesołą… Czas do domu, czas, już wołają nas! Szczęśliwej drogi już czas! Lecz we mnie zostało coś z tamtych dni, mój mały intymny podróżny świat. Gdy tak wspominam ten miniony czas, wiem jedno, że to nie poszło w las. Dużo bym dał, by przeżyć to znów, wehikuł czasu to byłby cud. Mam jeszcze wiarę, odmieni się los, znów kiedyś na szlaku spotka mnie ktoś!
Ale to już było, znikło gdzieś za nami, a Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy, ważnych jest kilka tych chwil, tych, na które czekamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

eighteen − fifteen =